FANDOM


UWAGA! Opisywana historia, dzieje się w uniwersum Megakampanii, lecz nie jest jej kanoniczną wersją... powoływanie się na nią, lub/też opisywanie jej w prawdziwych artykułach będzie surowo karane...


Anno Domini DCCCLXVII

Styczeń

Na ziemię Wratysławską zostałem zesłany, gdzie wśród zagubionych w pogaństwie i wielobóstwie poddanym jego królewskiej mości Rościsława z krwi Mojmira, władcy ziem od Łaby, aż po pannońskie równiny. Zadanie spisania dziejów tychże okolic dostałem.

*  *  *

Luty

Misję swą kontynuując i przebywając we Wratysławskim grodzie wiele o pogańskich obyczajach, wierzeniach i szczepach się dowiedziałem, gdyż ja sam urodzony w krześcijańskiej Austrii mało się w nich szkoliłem. Miejscowi opowiedzieli mi o bożkach Perunie i Siwatosławie oraz najświętszym Jaryle. Słyszałem również interesujących gwar o plemionach na północ od naszych granic zamieszkujących wiele. Wratysławscy Ślężanie wspomnieć radzi byli o Polanach żyjących nad rzeką Wartą, rządzonych od niespełna kilku pełni księżyca przez zażartego poganina Piasta, który to podobno przewrotem Księciu Popielowi władzę odebrał. O Kujawiakach, pod ręką ciężką Sobiesława żyjących. Czy o Mazowszanach daleko na wschodzie zjednoczonych u stóp Dragowitowych. Mogę przypuszczać nieskromnie na moją obszerną wiedzę się powołując, iż żyjący pod Morawskim berłem Ślązacy oraz Wiślanie niemal identyczni pod względem języka i kultury są z tymiż na północy plemionami. Co ku zgubie królestwu Mojmiridowemu może prowadzić, poprzez ich chęć klanów swych licznych zjednoczenia.

*  *  *

Kwiecień

Uwierzyć w to co się dzieje nie mogę! Budząc się dnia niedzielnego przez moją głowę nie przeszła nawet myśl, że te czarty niewdzięczne, pod krześcijańskie skrzydła wzięte tegoż wieczoru właśnie wyrwać się z rąk Pańskich postanowią! Cudem śmierci męczeńskiej za wiarę uniknąłem, kiedy to jeden z niewiernych psów wyprowadził mnie i braci w wierze moich z Wratysławia, aby następnie porzucić nas na łaskę Boską w jednej z licznych puszcz. Na szczęście moje, towarzyszył mi mądry niezwykle człowiek, który sam siebie określił jako ze szczepu Gnieźnieńskiego. Z pomocą jego udało mi się wydostać ze zbuntowanych przeciw świętej koronie Moraw ziem na rubieże północne Kraju Opolskiego, gdzie od pewnego kaznodziei lokalnego dowiedziałem się, że Plemiona Gołeszczyców i Głomaczy także przeciw Rościsławowi wystąpiły. Z obawą wielką wyruszyłem więc z moim wybawcą dalej na północ, gdzie obiecał on zaprowadzić mnie do miejsca, nazywanego przez niego Gniazdem. Obecnie znajdujemy się w chacie drewnianej niejakiego Krzesława, znajdującej się w głębi pogańskiego terytorium polańskiego, określanego przez miejscowych Kaliszem.

*  *  *

Maj

W kilka w Kaliszu dni zatrzymać się musieliśmy. Poznałem tam w międzyczasie język słowiański i dziwne ów słowian obyczaje, których opisywania sensu nie widzę, gdyż gniew samego Pana mógłby mnie za to spotkać. Co do Kalisza samego to z miastami krześcijańskimi równać się on nie może. Ot cóż to spora suma chałup drewnianych, nad którymi góruje palisada drewniana i coś w rodzaju warowni, która to jedyną kamienną budowlą jest tu. Wszystko zaś polami i puszczami otoczone niby pierścieniem i w okolicy ni żadnej znaczącej trakterii handlowej ni żadnej drogi mniejszej nie było. Spokój w mieścinie utrzymywał się do czasu, gdy to w gospodzie z moim przewodnikiem siedząc i języka tutejszego się ucząc, dosłyszałem wieści, że wojna rozpoczęta została. Ciekawy jakiż konflikt jest to wyruszyłem wraz z oddziałem zbrojnym w kierunku kompletnie mi obcym.

*  *  *

Czerwiec

W końcu po wielodniowej podróży dotrzeć nam się udało miasteczka kolejnego, przez pogan Poznaniem nazywanego. Znajdowała się dam liczba wojów dosyć pokaźna jak na dzikie, pogańskie plemię, gdyż około 800 mężów sobie ona liczyła. Po nocy spokojnym przespaniu zaprowadzony zostałem przed oblicze niejakiego Bończy, który przez towarzyszy swoich wojewodą był tytułowany. Zaś po krótkiej rozmowie z nim, ów człowiek, dosyć wysoko urodzonym jak na poganina się wydającym, poszedł ze mną do warowni, w centrum miasteczka się znajdującej. Czekała mnie tam konwersacja ważna tak bardzo, że najwybitniejsi tegoż świata chcieliby ją przeprowadzić. Otóż z samym księciem tegoż plemienia Polanami zwanego się spotkałem. Nazywał się on Piast, co wiedziałem z opowiadań Ślązaków morawskich. Po nabraniu do skromnej mej osoby zaufania opowiadać mi zaczął co w jego państwie dziać się od jeden pełni zaczęło. Otóż jak sam to on powiedział: “Zapewne sam twój bóg, którego wszechmogącym z dziwnego jakiegoś powodu nazywasz, nie wie o różnorodności plemion naszych słowiańskich na tych ziemiach mieszkających. Nie słyszałeś zapewne i ty kapłanie ty z dalekich krain na południu leżących, iż na zachód daleko znajduje się szczep zdradziecki i honoru pozbawiony tak bardzo, że ziemię która to powinna pod moje berło podlegać zagarnął dla siebie. My zwykliśmy ich nazywać Serbami co na Łużycach mieszkają. Zaś teraz chcąc odebrać co moje i do mego kraju należące wojnę tym psubratom wypowiedzieć byłem zmuszony o gród Lubuski nad wodami rzeki Odry leżący.”. To powiedziawszy Piast zapowiedział iż ranka następnego wyruszyć w drogę do tegoż Lubuskiego grodu musimy.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.